Tekst został opublikowany w ramach strony: http://www.frassati.pl/
Beata Wiktorowska
CZŁOWIEK OŚMIU BŁOGOSŁAWIEŃSTW
Pier Giorgio Frassati przyszedł na świat 6.04.1901r. w Wielką Sobotę jako syn Alfreda Frassati i Adelajdy z domu Ametis w piemonckim Pollone. Miejsce to, a także odległy o 70 km Turyn stały się jego domem, a szczególną przyjaźń nawiązał z Oropą - przepięknym sanktuarium górskim Czarnej Madonny. Ojciec Piotra Jerzego był prawnikiem, założycielem i redaktorem naczelnym liberalnego dziennika "La Stampa", który gorliwie uczestniczył w życiu politycznym. Matka była malarką. W roku 1902 przyszła na świat siostra Piotra Jerzego - Luciana, późniejszy jego biograf, a przede wszystkim jego najbliższa przyjaciółka i powierniczka.
Na co dzień życie Doda i Luciany upływało wśród dorosłych. Było szare, nudne i monotonne. Jak wspomina Luciana: ocean nakazów i zakazów zmuszał ich do życia w samotności, dlatego bardzo ważna była dla każdego z nich dwojga obecność tego drugiego. Uczono ich odporności, wpajano nawyk do dyscypliny, posłuszeństwa i akceptację wszelkich narzuconych im ofiar. W wyniku takiego wychowania nauczyli się stawiać czoło trudnościom i odważnie znosić ból.
W roku 1913 ojciec Piotra Jerzego został senatorem. Nie zmieniło to jednak jego pełnego prostoty i bezpośredniości stosunku do dzieci, kiedy po posiłkach w wolnych chwilach włączał się do zabawy. Jedynie poza domem Piotr Jerzy musiał od tej pory znosić przycinki kolegów jako syn senatora. Ale dom choć bogaty i w zasadzie pozbawiony problemów finansowych nie był domem harmonijnego życia rodzinnego. Początkowy brak porozumienia miedzy ojcem i matką zamienił się z czasem w ich wzajemną obcość a nawet wrogość. Bezustanne konflikty i napięta atmosfera najbardziej uwidoczniała się w czasie posiłków: ojciec mówił mało i wyłącznie na tematy gospodarcze. Przepaść dzieląca ojca i syna była jednak większa niż rodzicielskie zasługi. Jak powiedział jeden z przyjaciół rodziny: Alfredo Frassati widział zawsze to co było, a Piotr Jerzy odwrotnie to, czego nie było[1]. Znaczyło to, iż chłopiec wierzył w rzeczywistość dla ojca nieuchwytną i przez niego nieakceptowaną. Nie mieli wspólnego języka, gdyż żyli jakby na dwóch różnych biegunach. Alfredo Frassati wymagał od swoich dzieci wprawdzie niewiele, ale za to wielu różnych rzeczy: kochajcie się! Nie grajcie w karty! Uczcie się!
Piotr Jerzy zbyt był posłuszny IV przykazaniu Dekalogu, żeby pozwalać sobie na osądzanie swego ojca. Podziwiał jego wytrwałość w pracy, stałość przekonań politycznych, piękną karierę i godność, jaką umiał zachować w trudnych sytuacjach. Piotr Jerzy był jedynym męskim potomkiem i bez niego ród Frassatich nie mógł osiągnąć pełni sukcesu. Ale zaczynały już krążyć głosy na temat jego pobożności i ojciec, choć nie przywiązywał do nich zbytniej wagi, często okazywał, że go to drażni. Również ojciec bardzo liczył się ze swoim synem co potwierdziło jego zwierzenie: "Nigdy nie przyjmowałem od nikogo rozkazów, nawet od Giolittiego. Jednak tylko jeden człowiek ma nade mną władzę, jest nim mój syn"[2].
Jednak to ojciec wybrał przyszłość dla swego syna, związaną oczywiście z "La Stampą". Nigdy jednak nie rozmawiał z nim o tak ważnej decyzji, o jego dążeniach, jakby Piotr Jerzy był przedmiotem, którym on może rozporządzać, jakby jego dyplom i projekty na przyszłość - praca w kopalni, którą zamierzał podjąć - była tylko żartem.
Miłość Pier Giorgia do matki odznaczała się ogromną czułością, ale zabarwiona była litością zwłaszcza w późniejszych latach jego życia. Starał się być posłuszny jej życzeniom, sam jednak nie mógł liczyć na zrozumienie z jej strony. Adelajda Frassati dla Piotra Jerzego, którego serdecznie kochała, zamiast wychowania miała coś w rodzaju polityki. Roztargniony, pozbawiony wewnętrznego ładu, nie dość piękny otrzymywał od matki tylko strofowania, uwagi i przycinki.
Matka, zresztą jak większość jego rodziny bardzo powierzchownie znała swojego syna i nie dostrzegała, że żyje on Ewangelią. Dziwić zaś może to, iż nigdy nie starała się poznać go naprawdę, nie przyszło jej na myśl poznać prawdziwych powodów jego np. częstych spóźnień. Milczenie syna utwierdziło ją jeszcze w opinii o Piotrze Jerzym jako o synu, którego dusza pełna była problemów.
Dojrzewanie i instynktowne porywy skłaniały młodego Piotra Jerzego do kapłaństwa. Czuł jednak zdecydowaną wrogość matki do takiej decyzji. I nie mylił się.
Adelajda Frassati całkowicie eliminowała możliwość kapłańskiego powołania syna. Podczas rozmowy z pewną zakonnicą wypowiedziała jakże prorocze słowa: "Lepiej byłoby żeby skończył wyższe studia, a potem umarł"[3]. Miała co do syna inne aspiracje, przyszłość bardziej konwencjonalną i głośniejszą w: "La Stampie". Nie umniejszało to jednak przywiązania i troskliwości syna wobec niej. Matka i syn mieli jednak wiele wspólnych cech. Pier Giorgio lubił po obiedzie wypić łyczek marsali z jej kieliszka, silny zapach tytoniu dobywający się z fajki i cygar, które paliła. Jego przywiązanie do matki nigdy nie zmalało, zawsze był gotów do każdej ofiary by jej pomóc.
Ogromną miłością darzył Piotr Jerzy swoją babcię - Lindę Ametis - jedyną osobę naprawdę religijną w rodzinie. Była ona osobą, która mogła go zrozumieć, dlatego tak mocno przeżył jej śmierć, która nastąpiła na kilka dni przed jego własną.
Jednak osobą najbliższą dla Piotra była jego młodsza siostra - Luciana. Od najmłodszych lat była jego towarzyszką zabaw, przyjaciółką i powierniczką. Nigdy miedzy nimi nie dochodziło do rywalizacji: wyraźna obojętność mamy wobec Luciany zrównoważona była szczególną czułością ze strony ojca. Posłużyło to do utworzenia wspólnego frontu, aby każde z dzieci wykorzystywało swoją uprzywilejowaną pozycję we wzajemnej obronie. Jeszcze jako dziecko Piotr Jerzy nie jadł deseru, ilekroć Luciana była go pozbawiona za karę, a upokorzenia jakie on znosił w domu raniły ją do głębi. Ona lubiła sukcesy, jemu podobało się ubóstwo. Mimo, że wiele ich różniło i Luciana do końca nie rozumiała swego brata zawsze akceptowała to co robił. Więź jaka ich łączyła była bardzo silna, dlatego Pier Giorgio mocno przeżył jej ślub z polskim dyplomatą Janem Gawrońskim i odejście z domu.
Wewnętrzne, religijne życie Piotra Jerzego miało tak łatwo dostrzec genezę pozarodzinną. Objawy jego osobliwej religijności były w domu zaledwie tolerowane. Prawdy religijne jakie poznawał od najmłodszych lat wcielał w życie nie wstydząc się tego. Atmosfera domu i najbliższego otoczenia - wydawać by się mogło - nie powinna sprzyjać rozwojowi religijnego życia Piotra Jerzego. Jednak jak w ogniu hartuje się stal, tak w trudzie i pracowitości - wiara, nadzieja i miłość przyszłego Błogosławionego. Nie zrywając więzi ze środowiskiem, z którego wyszedł utożsamiał się dogłębnie z chrześcijaństwem, które przyjął jako absolutnie wyczerpującą propozycję na życie. Wiara w Jezusa Chrystusa stała się jedynym prawdziwym fundamentem i niezłomną siłą w życiu młodego Piotra Jerzego.
Wszystko, cokolwiek robił, cokolwiek przeżywał: pełnia jego młodzieńczej radości, znakomite poczucie humoru i żartu, przyjaźń, góry - wszystko to było nieustannie inspirowane i ożywiane przez jego osobistą więź z Chrystusem.
Ziemskie życie Piotra Jerzego Frassatiego przypadło na początek naszego wieku, kiedy młode państwo włoskie ciągle jeszcze zmagało się z problemami, w których racje polityczne w osobliwy sposób krzyżowały się z religijnymi. Od 1860 r. większa część Państwa Kościelnego należała do Zjednoczonego Królestwa Włoskiego, a po wkroczeniu w 1870 r. armii włoskiej do Rzymu i przeprowadzonym plebiscycie miast to stało się stolicą. Zrodził się wtedy konflikt między Stolicą Apostolską a Zjednoczonym Królestwem, który zakończył się dopiero w roku 1929. Piotr Jerzy od młodych lat mocno przeżywał to co działo się w jego państwie czy też na świecie.
Latem 1914r. gdy jako trzynastoletni chłopiec cieszył się wakacjami rozpoczął się pierwszy kataklizm naszego stulecia: I wojna światowa. Włoska opinia publiczna podzieliła się na zwolenników i przeciwników przystąpienia Italii do wojny.
"La Stampa" gorliwie wspierała tych drugich, a Piotr Jerzy całym sercem był po stronie ojca. Później jednak bardzo przeżywał smutne wieści z frontu i stwierdził nawet, że oddałby życie, żeby wrócił pokój[4].
11 czerwca 1910r. Piotr Jerzy ukończył eksternistyczną szkołę podstawową, a w październiku zapisał się wraz z siostrą do publicznego gimnazjum w Turynie. W 1913r. Piotr Jerzy po niezaliczonym egzaminie poprawkowym został przeniesiony do prywatnej szkoły ojców jezuitów - Istituto Sociale w Turynie. Pobyt u jezuitów okazał się dla niego punktem zwrotnym. Zapisał się do Apostolatu Modlitwy i Krucjaty Eucharystycznej. W roku 1917 odbył kurs rolniczy, a w początkach 1918r. jako zapalony alpinista i narciarz zapisał się do Club Alpino Italiano, a także do dwóch stowarzyszeń katolickich: Kongregacji Mariańskiej i tzw. Konferencji Św. Wincentego - instytucji dobroczynnej opiekującej się biednymi i chorymi. Natomiast w Pollone - jego rodzinnej miejscowości wstępuje do Bractwa Różańcowego. Zapisuje się także na Królewską Politechnikę w Turynie na kurs inżynierii mechanicznej ze specjalnością górniczą. 4 listopada 1918r. kończy się wojna włosko - austriacka, a stolica Italii wynurza się z niedoli kataklizmu światowego.
To właśnie w czasie studiów wszedł na drogę cnót chrześcijańskich i rozwinął swą działalność społeczno - polityczną. Czuł, że powinien jak najprędzej zbliżyć się do zawiedzionych w swych nadziejach ludzkich mas nie tylko po to, by zwalczać przeciwników politycznych, ale przede wszystkim, by uzdrowić tę sytuację. Rozumiał, że ludziom kroczącym w pochodzie z rozwiniętymi czerwonymi sztandarami trzeba dać reformy społeczne niezbędne by znikła nędza, a poziom ich życia powrócił do normy.
Doniosły zwrot w jego życiu stanowiło wstąpienie do uniwersyteckiego klubu katolickiego im. Cesara Balbo, będącego częścią FUCI - Włoskiej Uniwersyteckiej Federacji Katolickiej. Jesienią 1920r. wziął udział w wyborach komunalnych popierając sojusz dwóch partii - ludowej PPI, do której miesiąc później wstąpił i liberałów. Przystąpił również do dwóch turyńskich Kół Nocnej Adoracji Najświętszego Sakramentu: młodzieży uniwersyteckiej i robotniczej.
Piotr Jerzy został ludowcem, gdyż społeczne i demokratyczno- chrześcijańskie hasła PPI zbiegały się z jego ideałami. Opowiadał się m. in. za reformą rolną, pod hasłem ziemi dla chłopów. Wyjazd do Niemiec w 1921r. był kluczowym doświadczeniem w jego życiu, gdyż spotkał tutaj swoich wielkich powierników duchowych - ks. Karola Sonnenscheina zw. "berlińskim św. Franciszkiem" - organizatorem katolickiego ruchu społecznego w Niemczech i Karla Rahnera - jeden z największych teologów katolickich naszej epoki.
Dwa nurty duchowości i dwa typy wychowania chrześcijańskiego - salezjańskie i jezuickie, z którymi stykał się Piotr Jerzy wybrane były przez matkę. W roku 1922 Piotr Jerzy dokonał samodzielnego wyboru i włączył się w nurt trzeci - dominikański, wstępując do III Zakonu św. Dominika.
28 października 1922r. doszło do słynnego "marszu na Rzym" i Benito Mussolini ze swoimi oddziałami zajął stolicę. Alfredo Frassati złożył wówczas urząd ambasadora, a Piotr Jerzy coraz gorliwiej poświęcał się działalności w organizacjach młodych katolików. Pogłoski o fuzji Partii Ludowej z faszystami doprowadziły go do wściekłości. Twierdził bowiem, że: "Chrystianizm, religia miłości w żaden sposób nie daje się pogodzić z faszyzmem, który wprowadza w życie doktrynę będącą pochwałą przemocy i gwałtu". Pogłoski o fuzji Partii Ludowej z faszystami doprowadziły go do wściekłości.
Piotr Jerzy brał udział w życiu publicznym i społeczno - politycznym według własnego wyboru. Często wyjeżdżał do Niemiec i pisał do niemieckiej młodzieży. Odwiedził także Polskę, która nie zrobiła na nim dobrego wrażenia.
18 maja 1924r. wspólnie z Markiem Beltramem założył Stowarzyszenie Ciemnych Typów (zw. Towarzystwem Nicponiów), którego celem był apostolat wiary i modlitwy a także czynienie dobra. Wiara otrzymana na chrzcie, która uczyniła z nich wspólników wypraw w Alpy, służyć miała za pośrednictwem modlitwy zjednoczeniu wszystkich Ciemnych typów rozsianych po całej ziemi.
To jego wiara wymagała aby stał się w pełni człowiekiem, zmuszając go do zajęcia ściśle określonego stanowiska wobec wartości społecznych, szczególnie w tak ważnych dla jego narodu czasach. U Piotra Jerzego zaangażowanie społeczne, miłość do skrzywdzonych, poczucie odpowiedzialności za cudzą biedę były tak prawdziwe, głębokie i ożywione tak silnym duchem ofiary, że uczyniły z niego postać zupełnie wyjątkową.
Jego zaangażowanie polityczne nie było niczym innym, jak tylko aspektem jego wiary.
W konsekwencji pierwszą linią jego działalności publicznej była stała i nieugięta walka z wszelkimi formami ucisku. Demokracja - słowo tak często używane i nadużywane, oznaczało dla niego miłość do ludu, miłość do opuszczonych. Piotr Jerzy całym swoim życiem dawał odpowiedź Jezusowi Chrystusowi. Była to odpowiedź młodzieńca otwartego ku sprawom kultury, sportu, otwartego ku kwestiom społecznym, ku prawdziwym wartościom życia, a zarazem było to świadectwo życia człowieka głęboko wierzącego, karmiącego się orędziem ewangelicznym, o nieugiętym charakterze, spójnego wewnętrznie, żarliwie oddanego służbie dla braci.
Trzy miłości
Drugim obok wiary istotnym rysem osobowości błogosławionego Piotra Jerzego była miłość: do Boga, bliźniego i gór. Urodzony w Turynie nie mógł nie kochać gór. Dawały mu one radość, nie przerywając jedności z Bogiem. Umiał wyrzec się spędzenia dnia w górach jeśli kolidowało to z Mszą Św. lub innymi nabożeństwem. Jak mówiła Luciana " ... ziemia, kwiaty, babcia i góry były atrakcja tylko dla mego brata"[5].
Był chłopakiem silnym, zdrowym, wysportowanym i przystojnym. Dobrze pływał, jeździł na nartach i konno, znakomicie prowadził samochód, ale największą jego pasją była alpinistyka. Żyjąc blisko gór urządzał wraz z przyjaciółmi liczne wyprawy na alpejskie szlaki, lodowce i ściany. Góry były dla niego wielką radością, ale i szkołą charakteru. Miłość do gór była także oznaką silnej woli: woli duchowego wznoszenia się ku górze, osiągnięcia pełnej władzy nad sobą. Wyczuwało się w nim alpinistę, który w twardej matczynej szkole nauczył się przeciwstawiać wszystkiemu, co mogłoby się wydawać słabością czy poddaniem. Matka bez wahania zabrała z sobą ośmioletniego malca na wycieczkę wysokogórską przewidzianą w przewodniku na 9 godzin marszu. Ten entuzjasta gór fascynował się każdym pięknym krajobrazem, ale czuł niedosyt jeśli swego szczęścia nie dzielił z innymi. Góry były światem, który zbliżał go do Boga. W swoich listach pisał: "Pragnąłbym spędzić całe dnie w górach podziwiając w ich czystym powiewem wielkości Stwórcy (...). Dziękuję Ci, Boże, że dałeś mi poznać góry. Dziękuję wam góry, że dałyście mi poznać Boga (...). Góry, góry, góry ... kocham was"[6]. Jego ulubionym miejscem była Oropa - sanktuarium czarnej Madonny, które stało się celem jego pielgrzymek odprawianych samotnie bądź w towarzystwie innych.
Miłość do Boga stała zawsze na pierwszym miejscu. Całe jego życie upływało pod znakiem naśladowania Jezusa Chrystusa. Wiele jego postaw, wyborów i słów zdradza ten rodzaj dojrzałości, która może mieć swoje źródło tylko w Bogu. Zdumienie budzi jego zrozumienie złożonej tajemnicy życia, w której cierpienie i radość mogą i powinny ze sobą współistnieć. Pier Giorgio uczył się bezgranicznego zaufania i miłości do Boga od takich świętych jak Jan Bosko, Ignacy Loyola czy Dominik. Miłość do Boga była jego naczelną cnotą. Porywał własne i cudze życie w ramiona Tego, który jest miłością. Mówił: "Własnymi siłami niczego nie dokonasz, ale jeśli Bóg będzie ośrodkiem każdego twego działania, to wytrwasz i dojdziesz do celu"[7].
Poznawszy tę prawdę Piotr Jerzy poczuł się spokojny, nic nie mógł jeśli nie działał w Panu. Z tej pewności czerpał siłę prowadzenia życia tak niezgodnego z wychowaniem i obyczajami swego domu. W codziennym życiu realizował osiem błogosławieństw. Nigdy nie wstydził się swoich praktyk religijnych.
Nie poprzestawał na rannej i wieczornej modlitwie, ale był zjednoczony z Bogiem cały dzień. Różaniec odmawiał codziennie, mimo największego zmęczenia, także w czasie górskich wycieczek. Cechą charakterystyczną jego wiary była pewność i bezwzględna ufność w działaniu i w modlitwie.
Wraz z miłością Boga rosła w nim miłość bliźniego. Miał dopiero 11 lat, a już dręczyły go myśli o ludzkiej nędzy, którą trzeba zwalczać nawet tak mizernymi sposobami jak zbieranie sreberek od czekolady, biletów tramwajowych czy znaczków pocztowych na rzecz misji. Także skromniutkie podarunki pieniężne od stryja Pietra nigdy nie
pozostawały długo w skarbonce. Piotr Jerzy odnosił się do wszystkich jednakowo, zacierając wszelkie różnice. Do dzieci zwracał się z miłością rozdając im wszystko co miał. Chętnie posyłał drobne sumy pieniężne żołnierzom. Na studiach dał się poznać jako ten, który nigdy nie odmawia pomocy i serdecznie podchodzi do wszystkich. Żył cnotą i ludzie, z którymi przestawał z czasem zaczynali w naturalny sposób szanować jego osobowość. Żył dla młodych, nie szczędził ofiar. Każdy człowiek biedny czy bogaty był dla niego bliźnim.
Pomoc potrzebującym stała się dla niego z biegiem czasu osobistą pasją. Jedna z przyjaciółek Piotra stwierdziła: "Pier Giorgio przekraczał drugie przykazanie, gdyż kochał bliźniego bardziej niż siebie samego"[8]. Jego sposobem na życie, prawdziwą pasją była pomoc drugiemu. Wracał do domu bez marynarek i płaszczy, rozdając je po drodze. Należąc do tzw. Konferencji św. Wincentego często stawał wobec sytuacji trudnych i delikatnych: rozpad rodzin, nieprawe dzieci, przestępcy. Nie gorszył się niczym. Nosił w sobie słowa Chrystusa: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień".
Nosił też w sobie miłość do ludzi chorych i przy wezgłowiu któregoś z nich miał w przyszłości zarazić się poliomyelitis (choroba Heinego- Medina). Przez wiele dni przesiadywał przy cierpiących i wycieńczonych gorączką ludziach, głaskał rozczochrane główki obdartych dzieci, nie troszcząc się o nic innego jak tylko o to, by im pomóc. Pisał: "Kto pomaga choremu, wypełnia dzieło wyjątkowe, (...) jest szczególnie błogosławiony, bo trudno jest obarczać się bólem innych, gdy mamy sami tysiące własnych trosk i zmartwień"[9]. Pamiętał o swoich podopiecznych nawet w przeddzień śmierci, gdy był już częściowo sparaliżowany. W swoim ostatnim liście prosił o załatwienie zastrzyków dla chorego Converso[10]. Cierpienie drugich było dla niego ważniejsze niż własne.
Piotr Jerzy Frassati zmarł 4 lipca 1925r. zarażony chorobą Heinego- Medina. Jego życie było krótkie, ale jakie pełne. Żył wiarą i dzięki niej każdy rok jego krótkiego życia rozciągał się niejako, pozwalając mu praktykować miłość bliźniego.
Jego wielkość polega nie na cudach, nadzwyczajności czy mądrości ale na najzwyklejszym życiu jakie pędzi każdy normalny chłopak, tyle, że było to życie przesiąknięte do głębi Bogiem.
To codzienność tego człowieka zdecydowała o jego świętości. Nie był on księdzem ani zakonnikiem, nie zdobył świętości w gronie męczenników. Był młody jak my. Pokazał jak trzeba żyć, by przeżyć swą młodość jako bogactwo. Nie był też duchowym herosem bez skaz. Piotr Jerzy ukazał światu, że można być świętym innym niż ci z dotychczasowych opisów hagiograficznych: założyciel Towarzystwa Ciemnych Typów, organizator koedukacyjnych wycieczek w góry, zakochany w koleżance ze studiów Laurze Hidalgo, uprawiający wspinaczkę, palący cygaro, przezywający wielką miłość i wielkie cierpienie osobiste, ale zawsze służący Bogu i bliźniemu. Był przykładem Ewangelii zrealizowanej do ostatniej stronicy, kielichem cierpienia wypitym do dna.
Proces beatyfikacyjny rozpoczęto latem 1932 roku, czyli w 7 lat po śmierci Pier Giorgia. Na ręce ówczesnego Papieża Piusa XI nadsyłano liczne listy postulacyjne od kardynałów, arcybiskupów, biskupów, proboszczów generalnych moderatorów zakonów, uniwersytetów, pobożnych stowarzyszeń Akcji Katolickiej, Konferencji Św. Wincentego a Paolo, w których domagano się rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego. Św. Kongregacja ds Sakramentów i Kultu Bożego rozważywszy pisemną spuściznę Pier Giorgia dnia 21 grudnia 1938 roku orzekła, iż można przystąpić do końcowej fazy procesu. W związku z wybuchem II wojny światowej oraz wynikłymi trudnościami dopiero w 40 lat później na wniosek O. Paolo Molinariego prawnego postulatora sprawy, za aprobatą Papieża Pawła VI 28 kwietnia 1978 roku doszło do zgromadzenia Kongregacji ds Beatyfikacji i Kanonizacji kardynałowie rozważywszy i przedyskutowawszy wszystkie wątpliwości podjęli decyzję o rozpoczęciu procesu. Dnia 12 czerwca 1978 roku Ojciec Święty Paweł VI ratyfikował i zatwierdził tę decyzję. Ostatnim etapem procesu informacyjnego była ekshumacja zwłok, która została przeprowadzona dnia 31 marca 1981 roku na cmentarzu w Pollone w obecności lekarzy, prawników, świadków i notariuszy Trybunału Diecezjalnego. Pani Wanda Gawrońska siostrzenica Pier Giorgia tak wspomina tamte chwile: "Zwłoki zawinięte były w prześcieradło. Wystawał spod niego kosmyk czarnych włosów. Prześcieradło było zbutwiałe. Ściągano je zwolna od strony głowy. Ukazało się czoło normalne nieco tylko ciemne w barwie, brwi, rzęsy. Pod na pół otwartymi powiekami widać było oczy - białe, czarne tęczówki. Ręce złożone w takiej pozycji jaką nadano im w Turynie ubierając zmarłego do trumny. (...) Jeden z lekarzy przyszczypał skórę na dłoni: Popatrz jaka elastyczna"[11].
Zwłoki innych członków rodziny nawet tych, którzy umarli później niż Pier Giorgio rozsypały się - przy okazji przeróbki grobowca złożono je do urn.
Proces beatyfikacji zakończony został dnia 20 maja 1990 roku, kiedy to Ojciec Święty Jan Paweł II podczas Mszy na Placu Św. Piotra włączył Pier Giorgia w poczet błogosławionych.
[1] Strzelecka K., Frassati, Warszawa 1989, s. 39.
[2] Frassati L., P. G. Frassati, s. 69.
[3] Strzelecka K., op. cit., s.31
[4] Frassati L., op. cit., s. 46.
[5] Frassati L., op. cit., s. 24.
[6] By stał się naszym bratem, pod red. R. Ryszkowskiej, R. Klamuta, Lublin 1997, s. 23.
[7] Frassati P. G., List do Izydora Boniniego, Turyn 15 stycznia 1925.
[8] By stał się ..., op. cit., s. 24.
[9] j. w., s. 25.
[10] P. G. Frassati, Listy do przyjaciół, Warszawa 1990, s. 196.
[11] Strzelecka K., Il puro folle, Więź 29 (1986) nr 9, s. 49.